piątek, 28 października 2016

Atrament

Po raz kolejny skończył się atrament w drukarce, co wskazywał dziwny wydruk, o dziwnych barwach, jakby czegoś mu brakowało. Braki nie dotyczyły strony merytorycznej, lecz pewnych kolorów wydruku.
Po zaglądnięciu do kardridży, okazało się że skończył się jeden kolor, potem następny i następny. Z zadowoleniem stwierdziłem że odgadłem z oglądu wydruku jakich barw brakuje. Lecz na myśl o nalewaniu atramentu zadowolenie na chwilę zanikło. Gdy poprzednio nalewałem atrament, zlekceważyłem jego siłę barwienia, myśląc że zrobię to czysto i zachlapałem nim dłonie. Mydło, szczotka, nie wiele pomogły (pomyślałem o pumexie, ale uznałem to za zły pomysł). dopiero po trzech dniach dłonie wyglądały zadowalająco (to tylko dla ostrzeżenia).

Z obawami które miałem na myśli, sięgnąłem po latexowe rękawiczki. Niczym chirurg albo ginekolog, obejrzałem zabezpieczone dłonie, potem okazało się to dobrym posunięciem.

Wszystkie elementy

Dla oszczędzenia czasu używam każdej strzykawki do innego koloru.

Napełnianie
Największym problemem przy napełnianiu jest nabieranie strzykawką atrament z butelki. Gdy w butelce atramentu jest już mało igłą trudno jest do niego sięgnąć. Najdłuższe igły, jakie udało mi się kupić to 43mm. W żadnej aptece nie ma dłuższych. Igły muszą być grube, wtedy łatwiej naciągać strzykawką atrament.

Wkładanie kardridży


I stało się, chlapnęło - ale byłem zabezpieczony!
Czy to się opłaca? Jasne! Byle atrament był jak najlepszy.